White Flower's - Błoto z Morza Martwego, czyli maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery.



To błoto mnie ciekawiło odkąd tylko pojawiło się w blogosferze. Długo o nim rozmyślałam, choć w zasadzie nie wiem nawet dlaczego, gdyż sporo recenzji było bardzo pozytywnych, zachęcających do kupna właściwie bez większego zastanowienia. Jednak ja gdybałam o niej długo, aż w końcu jakoś w czerwcu  korzystając z promocji w Rossmannie wrzuciłam ją do koszyczka. 


Muszę przyznać, że początkowo zdziwiła mnie konsystencja. Suchy piasek, bez jakichkolwiek "mokrych" grudek rozsypał się już podczas pierwszego odkręcenia słoika :) Także nie powiem, szczęśliwa nie byłam z tego powodu. Jak się okazało po mojej wnikliwej analizie "dlaczego?" to te drobne ziarna wysuszonego błota "wlazły" sobie w szczeliny, na które nakręca się nakrętkę. Także fajnie byłoby gdyby producent pomyślał o jakimś sreberku, które przed pierwszym użyciem samodzielnie można byłoby zerwać :)


Co do samego błotka... w suchym stanie nie wyczuwam żadnego zapachu, jednak po rozrobieniu z wodą można poczuć delikatną ziemię, która zrosił letni deszcz. Absolutnie zapach nie przeszkadza mi osobiście, podczas aplikacji i oczekiwania właściwie jest neutralny. Ale jak to bywa, każdy nos może inaczej to odbierać ;)


Podczas tworzenia błotnej substancji lepiej być oszczędnym w dodawaniu wody by uniknąć ewentualnej konieczności dosypywania suchego błotka, które jest bardzo wydajne. I tak w przypadku maseczki na twarz zużywam 4 łyżeczki błota i mieszam je z łyżeczką wody. To zapewnia mi ulubioną konsystencję, która ani nie spływa, ani też nie spada z twarzy :)


Jeśli chodzi o działanie to przyznać muszę, że już od dłuższego czasu nic tak perfekcyjnie nie zmniejszało moich rozszerzonych porów skórnych i nie dawało takiego matu na dłuższy czas! Ta maska wspaniale oczyszcza skórę z wszelakich zanieczyszczeń, absorbuje sebum w taki sposób, że ja jestem zachwycona! Moja skóra po zastosowaniu maski jest czysta, gładka i odpowiednio nawilżona. Uwielbiam ją! I choć po nałożeniu mazidła na twarz po kilku minutach można odczuć delikatne szczypanie to jest to proces, który nie powoduje niepokoju we mnie, choć nie ukrywam za pierwszym razem byłam w kropce - zmyć - nie zmyć ? Zostawiłam jednak i tym sposobem mogłam się przekonać, że żadne skutki nie pojawiły się. Skóra była przez moment delikatnie zaczerwieniona, ale szybciutko uspokoiła się. 


Jeśli borykacie się z przetłuszczającą się cerą, w szczególności w strefie T, a dodatkowo rozszerzone pory wprawiają Was w stan głębokiej irytacji koniecznie wypróbujcie to błoto z Morza Martwego.Jego koszt to w promocji niewiele ponad 15 zł/500g, a wydajność jest naprawdę spora! 



Stosujecie czy nie znacie tego błotka ?

5 komentarzy:

  1. Aż zachciała mi się chwila relaksu z taką maseczką :) Takiej jeszcze nie miałam, jestem ciekawa czy spisze się u mnie podobnie jak glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej
    widzialam ze sporo czasu temu wspolpracowalas z Plazanet Revitalash, jak oceniasz współprace?
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Firmę i inne kosmetyki znam, jednak tego błotka nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro sprawdzi się na przetłuszczającej strefie T to biorę w ciemno! :D

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tu zaglądasz. Zostaw ślad po sobie w formie komentarza, wtedy trafię również do Ciebie.