Kolastyna - Balsam brązujący - hit czy kit ?



Ponad miesiąc temu zakupiłam ten balsam brązujący. Cena była niewielka, a zapach kokosowy skutecznie uwiódł mnie. Jak się sprawdził ten gagatek ?


Fajnie wyprofilowana tuba świetnie leżała w dłoni. Niestety wykonana z dość twardego tworzywa, które nie ułatwiało wydobywania brązującego mazidła. Dobrze, że balsam na co dzień "stał" na zatyczce, to w pewnym stopniu poprawiało tę sytuację. Jednak pod koniec opakowania konieczne było uderzanie nim o coś by wydostać resztki. Tuba tak twarda, że nie mogłam jej nawet przeciąć nożem w celu ich wydobycia :(


Balsam o dość gęstej konsystencji, która pod wpływem ciepła dłoni zaczyna delikatnie "topić się". Specyfik potrzebował sporo czasu by się idealnie wchłonąć, niestety dość długo to trwało. I nawet jeśli już wydawało mi się, że jest ok, to skóra ciągle pokryta była delikatnym filmem. Balsam faktycznie przyciemniał skórę i chwała mu za to ! :) Może nie w szybkim czasie i w pożądanej od razu barwie (czytaj "pragnę mieć nogi pięknie opalone na czekoladkę w jeden dzień" ;), ale było naprawdę przyzwoicie. Po 3-4 aplikacjach (u mnie zawsze wieczorem, najczęściej co drugi dzień) mogłam zauważyć, że skóra nabrała "słonecznej" brązowej poświaty. Byłam naprawdę zadowolona z efektów. Nogi dotychczas blade nabrały ładnej opalenizny bez smug i zacieków ;)

Co wyróżniało ten balsam od samego początku to jego zapach, który był rewelacyjny. I choć producent nic nie mówi o zawartości kokosów to ja właśnie czułam taką nutę. Słodka, umilająca chwile wcierania specyfiku i trwająca niestety tylko "do czasu" ..., bo po 2 - 3 godzinach od nałożenia wszystko diametralnie się zmieniało. Wcześniej cudnie pachnący przeistaczał się w woń charakterystyczną dla samoopalaczy bądź też odczuwaną zaraz po wyjściu z solarium. Kto doświadczył jednego bądź drugiego pewnie wie o czym mówię. I tutaj niestety, ale muszę przyznać, że mocno się zawiodłam. 


Wnikając w skład kosmetyku można dopatrzeć się substancji odpowiedzialnej za ten smrodek. To nic innego jak dihydroxyacetone. Niestety o tym, że właściwie jest to balsam samoopalający a nie brązujący dowiedziałam się już po zakupie tego cuda. Przeszukując google w celu poczytania recenzji trafiłam na bloga Atqa Beauty ;) Tutaj możecie przeczytać Jej wpis nt. tego specyfiku.

Na obronę tego specyfiku działa fakt, że balsam nie barwił ubrań a skóra była aksamitna i miła w dotyku. Ale czy to rekompensuje ten nieoczekiwany smrodek ? Raczej nie, bo właściwie gdy tylko zaczynałam odczuwać tę przykrą woń miałam ochotę wskoczyć pod prysznic, co miało miejsce rano :)
Podsumowując krótko stwierdzam, że choć efekty jakie uzyskałam dzięki niemu podobały mi się to ze względu na ten smrodek po zastosowaniu nie powrócę do niego. Nie lubię "pachnieć palonymi włosami" nawet wtedy gdy idę spać. ;) Miałam nadzieję, że z tej znajomości będzie wielka miłość a tu się okazało, że nic z tego. ;) Cieszę się ogromnie, że udało mi się zmęczyć to opakowanie, na które nie wydałam fortuny, gdyż balsam kosztował 6,99 zł. Jednak czy wart jest tych złotówek ? Jeśli smrodek jaki wytwarza po zastosowaniu Wam nie przeszkadza to wypróbujcie dla sprawdzenia jak się u Was spisze :)

Stosujecie balsamy brązujące czy w ogóle nie sięgacie po nie ?
Może polecicie mi coś sprawdzonego co nie daje tego "smrodku" ? Są w ogóle takie kosmetyki ? Z Lirene już kiedyś miałam - Cafe Latte - był całkiem fajny, ale też można było wyczuć ten "zapaszek" ;)  Czekam na Wasze sugestie :)

32 komentarze:

  1. Do tej pory nie stosowałam samoopalaczy. Raz skusiłam się na balsam brązujący i narobił mi strasznych plam na skórze :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego jeszcze nie używałam, ale pewnie go kupie bo zapach mi bardzo nie przeszkadza :P

    OdpowiedzUsuń
  3. raz tylko stosowalam samoopalacz i nigdy wiecej.

    OdpowiedzUsuń
  4. jeszcze go nie miałam, ostatnio nie sięgam po samoopalacze

    OdpowiedzUsuń
  5. jakoś nie jestem przekonana co do takich rzeczy.. ;P
    zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  6. Wczoraj stałam nad nim chyba pół godziny w Biedronce, ale ostatecznie wybrałam samoopalacz Kolastyny.
    Jeszcze niestety nie spotkałam balsamu, który nie zmieniałby zapachu na 'samoopalaczowy', choć na pewno jakieś istnieją:)

    OdpowiedzUsuń
  7. czasami stosuję ale tylko na nogi:) a zaprezentowany przez Ciebie wydaje się bardzo ciekawy i nie zawiera parabenów a to duży plus :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim ulubieńcem jest mleczko brązujące SunOzon z Rossmanna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. ja mam samoopalacz z kolastyny tez z biedro i jest megaa bez smug i nie pomaranczowy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie piszesz. Obserwuje oczywiscie i zapraszam do mnie Kicia ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za tego typu balsamami do ciała.

    OdpowiedzUsuń
  12. Np właśnie,czy te kosmetyki muszą potem tak nieprzyemnie pachnieć, ehh

    OdpowiedzUsuń
  13. właśnie jestem w trakcie jego zużywania. podoba mi się, bo fajnie nawilża i dodaje skórze kolorku. Po kilku godzinach od nałożenia, zaczyna brzydko pachnieć, dlatego smaruję nim tylko nogi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam balsam brązujący z Garniera, też ma lekki smrodek, ale ja używam go tylko do nóg więc da się znieść :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nowa wersja, czy ja miałam inną? Może to nowe opakowanie:) Z ręką na sercu mogę Ci polecić mus z Bielendy- pachnie przyjemnie i szybko się wchłania. Niestety efektu wow nie ma po pierwszym użyciu:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie stosuję takich produktów, bo szybko się opalam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mam miesznae uczucia co do balsamów brązujących dlatego też rzadko ich używam c;

    OdpowiedzUsuń
  18. kupilam sobie taki niby brazujacy juz z dwoch firm i nic to nie dało wiec zapewne i na ten sie nie skusze :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy nie używałam tego rodzaju kosmetyków. Z początku zachwycił mnie ten balsam, ale wnikając dalej w Twoją recenzję zmieniłam zdanie - smrodek raczej by mnie przepędził.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czaiłam się na ten balsam, ale jak to samoopalacz, to podziękuję, no i ten smrodek...

    OdpowiedzUsuń
  21. nie lubię takich smarowideł, wolę naturalna opaleniznę!!!! ale to wynika z faktu, że nie nawiedzę się smarować balsamami i olejkami

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja stosuję balsam samoopalający i jestem zadowolona;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie używam samoopalaczy. Ale po Twoim wpisie o smrodku raczej nie zacznę :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja uwielbiam ten balsam ;P jest w moich ulubieńcach lata http://karolina-makeup-passion.blogspot.com/2013/08/ulubiency-lata-2013_26.html

    OdpowiedzUsuń
  25. Kupilam wczoraj i dzis rano uzylam po kapieli - mam nieco.inne odczucia :-) balsam wchlonal.sie natychmiast,.moze to.kwestia skory? Moja sie gladka i bardzo mi sie to podoba. Zresta z Kolastyny mam krem do rak i mam podobne odczucia - niezwykle wydajny i szybko.sie wchlania. Wracajac do balsamu, zapach moim.zdaniem na minus. Nie cierpie zapachu kokosa i wanilii i unikam kosmetykow ktore tak pachna. Tu nie ma informacji o tym i sie nabralam. Jak juz kupilam to bede korzystac, ale brak informacji o zapachu to dla mnie minus. To sa intensywne zapachy i nie kazdy je lubi. Condo efektow brazujacy - zobacze za kilka dni. Mam jasna karnacjeni na cuda nie licze, nie chce po prostu byc blada ;-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Co Wy pierdolicie? Jeśli to jest balsam brązujący/samoopalacz, to niestety, ale, żeby działał, musi mieć wyżej wspomniany składnik (czyli dihydroxyacetone), który jednocześnie ma specyficzny zapach. Przetestowałam w swoim życiu wszystkie firmy na prawo i na lewo, miałam i różne samoopalacze, i różne balsamy brązujące i jeszcze żaden nie był pozbawiony tego zapachu. No, chyba, że nie działał, w sensie, że producent napisał, że poprawia koloryt skóry, bla bla bla, ale w praktyce nie było różnicy w kolorze. Jakby ktoś opatentował nowy składnik kremu, który nie dość, że jest SKUTECZNY, to jeszcze ma ładny zapach i żeby jeszcze był opłacalny, to by już dawno dihydroxyacetone został wymieciony z półek.

    Tak ode mnie, to smaruję się takimi rzeczami 10 lat i nigdy mi ten zapach nie przeszkadzał (no, może delikatnie zapach samoopalacza, ale nie balsamu brązującego, bo ten drugi jest subtelniejszy); mam ten balsam Kolastyny i wczoraj się po kąpieli nim posmarowałam i jak czytam opinię Autorki, to on mi też powoli zaczyna nieładnie zalatywać (a przedtem nie robił mi ten zapach różnicy)... xD Masz dar przekonywania, nie rób niepotrzebnej antyreklamy temu balsamowi, bo, w przeciwieństwie do szeregu innych "przyciemniających mazideł", to jako JEDYNY po aplikacji pięknie pachnie, a KAŻDY inny, które jednocześnie brązuje, śmierdzi od razu, na przykład ten kawowy Lirene - kocham kawę i od razu sięgnęłam w sklepie po niego, jednak, jak tylko powąchałam, od razu odłożyłam z powrotem na półkę. Widzisz, jakbyś tak zjechała na przykład ten balsam, to jeszcze bym Ci przyznała rację, ale co jak co, ale Kolastyna to najprzyjemniej pachnący balsam opalający ze wszystkich dostępnych w sklepach.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Kupiłam ten żel, ponieważ naszła mnie ochota żeby trochę przyciemnić swoją skórę. a cena nie była jakaś wysoka więc podczas zakupów włożyłam balsam do koszyka, ale nie mogę powiedzieć, że był to zakup życia..
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie : http://pannaczarna.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń
  28. Kupiłam ten żel, ponieważ naszła mnie ochota żeby trochę przyciemnić swoją skórę. a cena nie była jakaś wysoka więc podczas zakupów włożyłam balsam do koszyka, ale nie mogę powiedzieć, że był to zakup życia..
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie : http://pannaczarna.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tu zaglądasz. Zostaw ślad po sobie w formie komentarza, wtedy trafię również do Ciebie.