Kuracja do rąk Regeneracja, czyli krem od Lirene.



Czerwone opakowanie kremu w pierwszym momencie kojarzy mi się przede wszystkim z "czerwoną gaśnicą", która zwraca na siebie uwagę, gdy jest wskazanie do ugaszenia nawet najmniejszego pożaru. Tym nietypowym skojarzeniem zapraszam na recenzję regeneracji - kuracji do rąk od Lirene.


Krem znajduje się w wysokiej tubie o pojemności 100ml. Kolorystyka mocno czerwona skojarzyła mi się z gaśnicą, być może dlatego, że ostatnio takową wymieniałam w aucie ;) Tuba posiada zamknięcie typu klik, pod którym kryje się mały otwór pozwalający wydobyć żądaną ilość mazidła do rąk ;)


Kremowa konsystencja kremu nie jest zbyt gęsta, nie jest też rzadka, jest lekka i przyjemnie się rozsmarowuje. "Nie bieli się" i nie pozostawia po sobie tłustej warstwy, a jedynie miłą, aksamitnie gładką warstwę ochronną, która przyjemnie zabezpiecza dłonie przed niekorzystnymi czynnikami.


Zapach jest delikatny, całkiem przyjemny, nie powoduje dyskomfortu, ale jednocześnie nie wprawia w zachwyt ;)


Jeśli chodzi o działanie muszę przyznać, że kuracja świetnie się sprawdza, w szczególności przynosi wspaniałe i błyskawiczne efekty w przypadku "szorstkich i spracowanych" dłoni, np. męskich dłoni po długim dniu ciężkiej, fizycznej pracy ;) Dłonie stają się w błyskawicznym tempie odpowiednio nawilżone, zauważalne jest to, jak szybko odzyskują odpowiedni poziom i komfort. Stają się miękkie i delikatne, zupełnie inne niż przed zastosowaniem kremu. Ogromny plus za szybką regenerację skóry, w przypadku spracowanych męskich dłoni to chyba najbardziej pożądany efekt działania. Osobiście również sprawdziłam działanie kremu na swych łapkach :) Świetnie nawilża, wygładza, pozostawia po sobie miłe wrażenie i generalnie mówiąc błyskawiczne i efektywne działanie, które potrzebne jest natychmiast ;)

Krem otrzymałam od Maliny

 i przedstawiłam w związku z udziałem w Jej akcji Rewitalizacja dłoni i stóp :)



 Fakt ten nie miał jednak wpływu na moją opinię.

Znacie tę kurację do rąk albo jakiś inny kremik o "natychmiastowej" regeneracji ?

15 komentarzy:

  1. Zastanawiałam sie jakiś czas temu nad jego kupnem ale w końcu wybrałam sprawdzona Neutrogene :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja teraz używam do rąk zwykły krem bambino :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam ten kremik, całkiem dobrze radzil sobie z moimi łapkami ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tą gaśnicą mnie rozbawiłaś:P Ja teraz mam krem do rąk Tenex:) Niedługo o nim napiszę- cudeńko:P

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam że nigdy nie miałam kremu do rąk z Lirene...

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam i lubię:) Ale jeszcze fajniejsza jest mała wersja z masłem shea:)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie miałam tego kremu, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Może kupie mojemu, bo potrzebuje czegoś na szybko do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tego nie miałam, potrzebuję właśnie kremu o takich właściwościach. Póki co zużywam Nivea Sos i moją kolekcję kremów z Barwy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię kosmetyki Lirene, ale tego kremu nie poznałam jeszcze, wypróbuję, jak pokończę zapasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam w sklepach nie zaprosiłam do domu. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia, muszę to zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mojej uwagi jakoś kremy z Lirene nie przykuwają mimo "gaśnicowej czerwieni". Ale chyba czas to zmienić i bliżej się z nimi poznać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam kremy z Erisa. Zawsze mi pomogły. Wczoraj zużyłam kojne opakowanie, służyło mi dłuuuuuuugo. Notabene masz wspaniałego bloga! będzie mi miło jeśli spodoba Ci się mój i również go zaobserwujesz ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam teraz z Lirene, ale zielony nawilżający, całkiem dobry.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeszcze się z nim nie spotkałam...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tu zaglądasz. Zostaw ślad po sobie w formie komentarza, wtedy trafię również do Ciebie.